Miejsce przy oknie

Merapoh – ukryty skarb Malezji

Merapoh jest mało znanym wśród zachodnich turystów miasteczkiem w Malezji, nie znajdzie się go w Lonely Planet ani w innych popularnych przewodnikach. Jak to się stało, że tutaj trafiliśmy? Parę lat temu, podczas naszej pierwszej wizyty w tym kraju, chcieliśmy odwiedzić park narodowy Taman Negara i spędzić noc w dżungli. W internecie opisano szczegółowo tylko najpopularniejsze z trzech wejść do parku, Kuala Tahan. Można tam łatwo dojechać i zobaczyć “oswojoną” wersję dżungli, z kładkami dla pieszych, bardzo dobrze utrzymanymi szlakami, trasą widokową na wysokości drzew i co za tym idzie tysiącami turystów, którzy odwiedzają to miejsce. My chcieliśmy doświadczyć czegoś innego, bycia sam na sam z naturą, a przy okazji zobaczyć jak żyje się w małym mieście. Był tylko jeden problem, w internecie nie znaleźliśmy żadnych noclegów. Dopiero po skontaktowaniu się z władzami parku, otrzymaliśmy namiary na trzy agencje turystyczne, które mogą pomóc nam zorganizować pobyt w Merapoh. Wybraliśmy Merapoh Adventure, prawdopodobnie dlatego, że nazywała się tak samo jak miejscowość, w której chcieliśmy spać. W ten sposób poznaliśmy Khairuna Nizama, właściciela agencji, który bardzo ciepło nas przyjął. Niestety podczas pierwszego pobytu nie udało nam się przespać w dżungli, bo w okolicy kempingu przebywała tygrysica z młodymi. Poszliśmy więc tylko na krótki trekking w inną część lasu, ale nasz główny cel pozostał niezrealizowany. Od tamtego czasu pozostawaliśmy z Khairunem w kontakcie, a kiedy zaczęliśmy naszą półroczną podróż, zaproponował, żebyśmy przyjechali jeszcze raz do Merapoh. Postanowiliśmy więc skorzystać z zaproszenia i spędzić tu kilka dni.

Khairun, urodzony w Merapoh, przez lata pracował w Kuala Lumpur jako grafik komputerowy. Mimo że dobrze zarabiał zdecydował się rzucić tę pracę i wrócić do rodzinnego miasta, gdzie zarabia mniej, ale ma czas dla siebie, rodziny i przyjaciół. Jest więc przykładem osoby, która jak to się mówi u nas, rzuciła wszystko i wyjechała w Bieszczady. Bardzo nam tym zaimponował. W Merapoh prowadzi agencję turystyczną organizującą wycieczki do parku i posiada mały guesthouse.

Khairun Nizam na tle gór
Khairun Nizam na tle gór

Do Merapoh jechaliśmy z Singapuru, więc kuszetka w nocnym pociągu z graniczącego z nim Johor Baru wydawał się najlepszą opcją. Wyruszyliśmy o 20:15, a przejechanie 550 kilometrów zajęło nam trzynaście godzin. Co ciekawe nie udało nam się kupić biletów bezpośrednio do Merapoh, bo na stronie kolei były niedostępne. Można za to było je kupić do miejscowości Gua Musang, następnego przystanku po Merapoh. Sami nie wiemy dlaczego tak to działa.

Wagon sypialny w Jungle Train
Wagon sypialny w Jungle Train
Górna kuszetka
Górna kuszetka
Pociągiem przez dżunglę
Pociągiem przez dżunglę
Stacja kolejowa w Merapoh
Stacja kolejowa w Merapoh

Na stacji czekał na nas Khairun i od razu zabrał na tradycyjne malezyjskie śniadanie czyli roti canai. Jest to naleśnik podawany z sosem, który je się odrywając kawałki rękami i maczając go w sosie z osobnej miseczki (w wersji dla turystów podawany jest z łyżką i widelcem). Podczas jedzenia zaczęliśmy dyskutować o naszych planach na najbliższe dni. Okazało się, że tym razem nic nie stoi na przeszkodzie i spokojnie możemy spędzić kilka nocy w lesie deszczowym. Ostatecznie zdecydowaliśmy się na dwudniowy trekking z dwoma noclegami w lesie, chociaż mina Tomka była niewyraźna, ale widząc radość na mojej twarzy, nie protestował zbytnio 😉 Naszą ostatnią wizytę w dżungli Tomek przypłacił tygodniowym przeziębieniem i trzema dniami spędzonymi w łóżku…

Merapoh to mała miejscowość położona w północnej Malezji otoczona wapiennymi górami i dżunglą. Żyje tu pięć tysięcy ludzi, którzy mieszkają w kilku oddalonych od siebie osadach. Jest ona tak mała, że nie słyszała o niej większość Malezyjczyków. Ze względu na bliskość parku narodowego Taman Negara jest tutaj kilka hosteli, ale rzadko ktoś zostaje dłużej niż jedną noc. Przyjeżdża tutaj niewielu zachodnich turystów, przez tydzień widzieliśmy ich tylko czworo. Nie ma tu bankomatu ani sklepu 7-11. Jest tylko jeden malutki lokalny sklepik sprzedający podstawowe produkty, jak woda, chleb i lód. Alkohol jest niedostępny, a internet mobilny działa tylko na kartach sim operatora Maxis (Hotlink). Mieszkańcy są bardzo przyjaźni, często na ulicy uśmiechali się do nas i pozdrawiali nas przejeżdżając na motocyklach.

Jedyny sklep w okolicy
Jedyny sklep w okolicy
Dostawa lodu
Dostawa lodu
Klasyka gatunku
Niezła bryka

Już na początku zaskoczyły nas restauracje w mieście. Jest ich kilka, ale właściciele dogadali się i w danym dniu otwarta jest tylko jedna.
Nasza ulubiona knajpa, znajdująca się pięć minut od noclegu, podawała pyszną zupę tomyam z owocami morza za jedyne siedem ringgitów za porcję. W każdy poniedziałek odbywa się targ, na którym można zjeść lokalne przekąski. Udało nam się także kupić żółtego arbuza. Podobno innych tu nie ma.

Nasza ulubiona knajpa
Nasza ulubiona knajpa
Zupa tomyam z owocami morza
Zupa tomyam z owocami morza
Targowisko w deszczu
Targowisko w deszczu
Stoisko z satayami
Stoisko z satayami
Żółte arbuzy
Żółte arbuzy

Tak jak na całym świecie, lasy deszczowe w Malezji są wycinane pod uprawy palm, z których wytwarzany jest olej. Doświadczyło tego także Merapoh. Jadąc do parku mijamy ciągnące się kilometrami plantacje tych drzew. Mimo świadomości ich negatywnego wpływu na środowisko chcieliśmy jedną z nich zobaczyć na własne oczy. Musimy przyznać, że spacer w cieniu palm jest przyjemny, trzeba tylko uważać, żeby nie wdepnąć w krowi placek 😉 Na plantację łatwo się dostać, bo samochody jadące do parku same zatrzymują się, żeby nas podwieźć. Granica Taman Negara to dobre miejsce do obserwacji ptaków. Drzewa są niższe i rosną daleko od siebie, dlatego łatwiej jest je wypatrzyć.

Granica parku narodowego
Granica parku narodowego
Skworczyk zielony
Skworczyk zielony
Zielenik duży
Zielenik duży
Sroczek zmienny
Sroczek zmienny
Droga do parku
Droga do parku
Plantacja palm olejowych
Plantacja palm olejowych
W cieniu palm
W cieniu palm
Owoc, z którego wytwarzany jest olej palmowy
Owoc, z którego wytwarzany jest olej palmowy
Palma oleista
Palma olejowa

Przez większość czasu cały guesthouse mieliśmy tylko dla siebie. Położony on był daleko od głównej drogi, dlatego było tam cicho i spokojnie. Wieczorami nasz ganek odwiedzały cykady, niestety kilka z nich nie dożyło poranka. Mieliśmy też innych gości, takich jak ropucha, konik polny, a nawet krocionóg.

Merapoh Adventure Guesthouse
Merapoh Adventure Guesthouse
Ganek przy naszym noclegu
Ganek przy naszym noclegu
Megapomponia imperatoria, największa cykada na świecie
Megapomponia imperatoria, największa cykada na świecie
Zielona cykada
Zielona cykada
Rano była już martwa
Rano była już martwa
Wieczorni goście
Wieczorni goście
Cykady przychodziły do nas, żeby dokonać żywota
Cykady przychodziły do nas, żeby dokonać żywota
Ropucha na ganku
Ropucha na ganku
Konik polny
Konik polny
Hunstamn spider w naszym pokoju
Hunstman spider w naszym pokoju
Krocionogi można spotkać nie tylko w dżungli
Krocionogi można spotkać nie tylko w dżungli

Niedawne plany wycięcia kolejnych hektarów lasy wzbudziły duży opór lokalnej społeczności, która walczyła o zablokowanie tej inwestycji. Ostatecznie szalę na korzyść przyrody przeważyła decyzja króla, który wstrzymał wycinkę. Jako ciekawostkę możemy powiedzieć, że w Malezji jest dziewięciu sułtanów, po jednym na każdy ze stanów. Wszystkich stanów jest trzynaście, co oznacza, że cztery stany sułtana nie mają. W danym momencie władzę nad krajem sprawuje tylko jeden, rządzi on pięć lat, później zostaje zastąpiony przez monarchę z innego stanu. Jak łatwo policzyć każdy stan ma swojego króla co czterdzieści lat. Merapoh miało dużo szczęścia, bo w styczniu tego roku rządy przejął sułtan tej prowincji, któremu sprawy dżungli były bliskie.

Od naszego poprzedniego pobytu, w Merapoh niewiele się zmieniło. Jest ono ciągle małym, klimatycznym miasteczkiem, gdzie łatwiej spotkać cykadę na ganku hostelu niż innych turystów. Nam ten klimat bardzo odpowiada, więc spędziliśmy tutaj aż siedem dni. W najbliższym czasie planowane są tu jednak poważne inwestycje. W 2021 roku ma zostać ukończona trasa widokowa w koronach drzew, która będzie miała ponad kilometr długości. Zastąpi ona zamkniętą niedawno podobną ścieżkę w okolicach głównego wejścia do Taman Negara w Kuala Tahan. Zlikwidowano ją bo drzewa, na których wisiała były już zbyt stare. Nowa trasa w Merapoh skonstruowana będzie na podporach betonowych, więc problem ten nie będzie jej dotyczył. Powstanie również nowa stacja kolejowa, czego chyba będziemy najbardziej żałować, bo obecnie istniejąca jest dla nas symbolem całej miejscowości. Wybudowane zostanie też centrum handlowe i hala do organizacji różnego rodzaju wydarzeń. Dodatkowo w 2020 roku po raz pierwszy zorganizowany zostanie ultramaraton, którego trasa biegnie przez dżunglę. Wygląda na to, że władze zdecydowały się przenieść dużą część ruchu turystycznego właśnie tutaj. Czy te zmiany wyjdą Merapoh na dobre? Przekonamy się o tym za kilka lat, kiedy przyjedziemy zobaczyć nowe oblicze parku. Khairun i nasz przewodnik Naza obiecali, że zorganizują nam trekking po części dżungli, która leży poza parkiem narodowym. Mamy nadzieję, że zwierzęta tam są mniej nieśmiałe i same będą się ustawiać w kolejce do zdjęcia 😉

Panorama Merapoh
Panorama Merapoh
Lokalny meczet
Lokalny meczet
Droga na Ostrołękę
Droga na Ostrołękę 😉
Dżungla Merapoh
Dżungla Merapoh
Zachód słońca nad dżunglą
Zachód słońca nad dżunglą
Merapoh jest bardzo zielone
Merapoh jest bardzo zielone
Droga między wapiennymi górami
Droga między wapiennymi górami
Tory kolejowe
Pociąg towarowy
Pociąg towarowy
Pamiątkowe zdjęcie w Merapoh
Kolej na Merapoh!

Jak dojechać do Merapoh?

Moża zrobić to tak jak my, pociągiem. Z Singapuru po lądowym przekroczeniu granicy należy wsiąść na dworcu JB Sentral w nocny pociąg zatrzymujący się w Merapoh. Jadąc z północno-wschodniej części dojechać można pociągiem zaczynającym trasę w Tumpat. Z Kuala Lumpur najłatwiej dojechać autobusem firmy Transnasional, który zatrzymuje się w Merapoh. Nie wszystkie firmy jeżdżące na trasie Kuala Lumpur – Gua Musang zatrzymują się tutaj. W przypadku gdy wysiądziemy dopiero w Gua Musang, musimy wziąć taksówkę za ok. 30 ringgitów do Merapoh. Z Cameron Highlands oraz wschodniego wybrzeża kursują vany do Gua Musang.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *