Miejsce przy oknie

Co można robić w Banlung?

Planując wyjazd do Kambodży, chcieliśmy zejść z utartego szlaku i zobaczyć jak wygląda życie na prowincji, z dala od głównych atrakcji turystycznych. Tak trafiliśmy do Banlung, niewielkiej miejscowości, znajdującej się na północnym wschodzie kraju. Wybraliśmy ją też dlatego, że jest położona w pobliżu jedynego przejścia granicznego prowadzącego do Laosu.

Banlung jest stolicą prowincji Ratanakiri i ma zaledwie 17 tysięcy mieszkańców, tyle co Konstantynów Łódzki. Największą atrakcją w mieście jest jeziorko, które można obejść w pół godziny. Tam też znajduje się większość hoteli, w najdroższym z nich cena pokoju wynosi 65 dolarów za noc.

Ścieżka poprowadzona wokół jeziora
Ścieżka poprowadzona wokół jeziora
Jak na Kaszubach :)
Jak na Kaszubach 🙂
Zachód słońca nad jeziorem Kan Seng
Zachód słońca nad jeziorem Kan Seng

Naszą uwagę przyciągnęło też opuszczone lotnisko. Zostało ono zamknięte kilkanaście lat temu, kiedy wybudowano dobrą drogę do Banlung, pozwalającą dojechać z Phnom Penh w 8 godzin. Obecnie pas startowy jest wykorzystywany do nauki jazdy na motocyklach. Próbując udokumentować na zdjęciach wieżę kontroli lotów, zostałam zaatakowana przez drut kolczasty, który powalił mnie na ziemię. Po krótkiej, ale zaciętej walce, udało mi się wyswobodzić. Reporterską ciekawość przypłaciłam wielkim siniakiem na kolanie, kilku zadrapaniach i podartych spodniach.

Odlatuję z lotniska Ratanakiri ;)
Odlatuję z lotniska Ratanakiri 😉
Wieża kontroli lotów, zdjęcie dla którego ryzykowałam życie ;)
Wieża kontroli lotów, zdjęcie dla którego ryzykowałam życie 😉
Zamknięta hala przylotów
Zamknięta hala przylotów

Drugiego dnia wybraliśmy się na szczyt wzgórza, które widzieliśmy z naszego noclegu, żeby obejrzeć zachód słońca. Droga wiodła obok świątyni, posągu leżącego buddy i kilku domów mieszkalnych. Na górze oprócz nas były tylko 2 turystki i kilka drzew, które przesłaniały nam widok. Jak się później okazało, zachód słońca najlepiej się ogląda z zachodniego zbocza góry, poniżej linii lasu.

Świątynia buddyjska
Świątynia buddyjska
Leżący budda
Leżący budda
Droga prowadząca na szczyt wzgórza
Droga prowadząca na szczyt wzgórza
Owoc chlebowca
Owoc chlebowca
Punkt widokowy na szczycie wzgórza
Punkt widokowy na szczycie wzgórza
Kolejny zachód słońca
Kolejny zachód słońca

Jeden dzień spędziliśmy odpoczywając nad pobliskim jeziorem wulkanicznym Yeak Laom. Jest to miejsce popularne zarówno wśród turystów, jak i miejscowych. Wokół jeziora rośnie jedyny zachowany skrawek lasu w okolicach Banlung. Okoliczni mieszkańcy wierzą, że jest to święte miejsce, które zamieszkują duchy ziemi, wody i lasu. Dlatego nie powstały tu żadne hotele, a las pozostał nietknięty. Jezioro można obejść w godzinę, ale nam zajęło to 3 razy dłużej, bo zatrzymywaliśmy się na każdym punkcie widokowym. Zaskoczyło nas to, że przed pomostami leżały stosy kamizelek ratunkowych, które w teorii powinny być zakładane na czas kąpieli, ale mało kto z nich korzystał.

Relaks nad jeziorem Yeak Laom
Relaks nad jeziorem Yeak Laom
Ścieżka wokół jeziora
Ścieżka wokół jeziora
Nad jeziorem można było też odpocząć w hamaku i zamówić coś do jedzenia
Nad jeziorem można było też odpocząć w hamaku i zamówić coś do jedzenia
Jedna z wielu toalet nad jeziorem
Jedna z wielu toalet nad jeziorem
Kamizelki ratunkowe
Kamizelki ratunkowe
Pomost z widokiem na jezioro
Pomost z widokiem na jezioro
Dzieciaki po szkole przychodziły się wykąpać
Dzieciaki po szkole przychodziły się wykąpać
Nad brzegiem jeziora Yeak Laom
Nad brzegiem jeziora Yeak Laom
Przed zachodem słońca
Przed zachodem słońca

W odległości kilku kilometrów od miasta znajduje się też kilka wodospadów. My odwiedziliśmy trzy z nich: Cha Ong, Katieng i Kachanh. W oddalonym o 8 km wodospadzie Katieng, trafiliśmy na kąpiącego się słonia. Większość swojego życia spędza on przywiązany kilkumetrowym łańcuchem do drzewa. Jest uwalniany tylko na kilkadziesiąt minut dziennie dla turystów, którzy chcą się na nim przejechać. Nam wielką frajdę sprawiła kąpiel w wodospadzie i nie potrzebowaliśmy do tego słonia.

Przypadkowe spotkanie z właścicielem naszego noeclegu (w czerwonej koszulce)
Przypadkowe spotkanie z właścicielem naszego noclegu (w czerwonej koszulce)
Z siłą wodospadu
Z siłą wodospadu
Słoń w kąpieli
Słoń w kąpieli
Wodospad Kateing
Wodospad Katieng
Skorzystaliśmy z okazji, żeby się wykąpać
Skorzystaliśmy z okazji, żeby się wykąpać
Smutny widok, słoń na łańcuchu
Smutny widok, słoń na łańcuchu

Wodospad Kachanh znajduje się w połowie drogi między Katieng a naszym noclegiem. Dlatego wracając zahaczyliśmy też o niego. Niezapomnianym przeżyciem jest przejście na drugą stronę rzeki po moście zawieszonym na wysokości kilku metrów. Nie można iść za szybko, żeby nie stracić równowagi, każdy krok wprawia most w delikatne kołysanie. Chciałoby się w tym miejscu spędzić cały dzień. Wokół rzeki rozwieszone są hamaki, jest też restauracja, w której zjedliśmy obiad. Za smażony ryż i smażony makaron zapłaciliśmy 2 dolary, widok na rzekę był gratis.

Most wiszący przy wodospadzie Kachang
Most wiszący przy wodospadzie Kachang
Wodospad Kachang
Wodospad Kachang
Górny bieg rzeki
Górny bieg rzeki
Sesja zdjęciowa nad rzeką
Sesja zdjęciowa nad rzeką
Obiad w pięknych okolicznościach przyrody
Obiad w pięknych okolicznościach przyrody

Cha Ong, to tak naprawdę 2 wodospady. Jeden malutki, który kawałek dalej zamienia się w kilkunastometrową ścianę wody. Odwiedziliśmy go przed zachodem słońca, kiedy jest pięknie oświetlony. Najfajniejsze w nim jest to, że można go podziwiać od drugiej strony, wchodząc w niszę wydrążoną w skale.

Mini wodospad
Mini wodospad
Rzeka tuż przed wodospadem
Rzeka tuż przed wodospadem
Mamy rzadką okazję, żeby zobaczyć wodospad z drugiej strony
Mamy rzadką okazję, żeby zobaczyć wodospad z drugiej strony
Ściana wody
Ściana wody
Wodospad w zwolnionym tempie
Wodospad w zwolnionym tempie

Do wszystkich wodospadów szliśmy pieszo, wzbudzając sensację wśród mijanych dzieci, które witały nas głośnym “Hello!”. Dorośli też byli bardzo mili, kilka osób na motocyklach zaproponowało nam podwiezienie. Zabrakło nam odwagi, żeby się zdecydować na tę formę transportu. Skorzystaliśmy dopiero, kiedy podobną ofertę złożył nam kierowca vana. Zaoszczędziło nam to godzinnego marszu w oblepiającym pyle. Tumany kurzu wzbijały się w powietrze za każdym przejeżdżającym pojazdem i osiadały na okolicznych drzewach, krzakach i wszystkim co stało przy drodze. Po takim marszu, nie byliśmy w stanie się domyć. Brak prysznica i ciepłej wody dawał się we znaki.

Każdy przejeżdżający drogą samochód wzniecał tumany kurzu
Każdy przejeżdżający drogą samochód wzniecał tumany kurzu
Roślinność pokryta pyłem w kolorze rdzy
Roślinność pokryta pyłem w kolorze rdzy
Lokalny sklep
Lokalny sklep
Wioska mniejszości etnicznej, którą mijamy po drodze do wodospadu
Wioska mniejszości etnicznej, którą mijamy po drodze do wodospadu
Tej pani zawdzięczamy podwiezienie
Tej pani zawdzięczamy podwiezienie

W drodze do wodospadu mijaliśmy setki drzew posadzonych w równych rzędach. Były to plantacje kauczuku, bardzo liczne w tej części Kambodży. Świeży lateks jest bezwonny, ale po kilku dniach od zebrania, w mieście zaczynał się unosić trudny do zniesienia fetor.

Drzewa na plantacji kauczuku posadzone w równych rzędach
Drzewa na plantacji kauczuku posadzone w równych rzędach
Świeży lateks jest bezwonny
Świeży lateks jest bezwonny

Pierwszy raz w życiu zobaczyliśmy też jak rosną orzechy nerkowca. Nerkowiec zachodni to drzewo o rozłożystych konarach osiągające wysokość do 8 metrów. W czasie upału można się schronić w jego cieniu. Owoce nerkowca składają się z dwóch części: jabłka nanerczowego i pestkowca, w którym znajduje się jedno nasiono zwane orzechem nerkowca. Jabłko jest jadalne, ale rzadko wykorzystywane w celach spożywczych, przynajmniej w Kambodży. Wszędzie widzieliśmy leżące sterty owoców pozbawionych orzecha.

Nerkowiec zachodni
Nerkowiec zachodni
Owoc nerkowca
Owoc nerkowca
Owoce nerkowca w trzech odsłonach
Owoce nerkowca w trzech odsłonach
Owoce pozbawione orzecha
Owoce pozbawione orzecha
Orzech nerkowca zamknięty w łupinie
Orzech nerkowca zamknięty w łupinie
Punkt skupu orzechów nerkowca
Punkt skupu orzechów nerkowca

Jednak to nie atrakcje zatrzymały nas w Banlung na dłużej, tylko nasz gospodarz Sophaon i jego rodzina. Ale o tym w następnym poście…

2 odpowiedzi do artykułu “Co można robić w Banlung?

  1. Jasio

    Piękna ta świątynia buddyjska. Jeziora rzeczywiście jak na Kaszubach, ale u nas nie ma takich cudownych wodospadów. To miejsce na piknik urokliwe i dodatkowo atrakcyjne, ale chybotliwe wejście. Niewątpliwie warto było tam pojechać
    Kambodżańskie toi-toie zdecydowanie trwalsze od polskich!
    W Polsce taki stos kamizelek chyba długo by nie poleżał, ktoś by je przytulił.
    Mam nadzieję,że objedliście się nerkowców a ich budowa zaskakująca i mi nieznana.
    Pouczające.

    Trzymajcie się ciepło.

  2. magda Autor

    Niestety takie świeże owoce bardzo trudno rozłupać jak się nie ma narzędzi, a w sklepie kosztowały tyle co w Polsce, więc za dużo nie zjedliśmy. Musieliśmy zadowolić się ich widokiem 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *